<title_newspaper="Sztandar Modych"> 
<title_article="Modzi pionierzy z PGR-u Dobromierz"> 
<author_1=Z. Marzec> 
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1952">
<month="12">
<date=1952-12-03>
<period=d> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Myo, Ziemia na polach bya cika, napczniaa wod.
Czasami, gdy ranek by wzgldnie pogodny, kaue stojcej od paru tygodni wody, pokryway si cieniutka, warstewk lodu.
Ludzie siedzieli po chaupach. Nie sposb byo w tak pogod wychodzi w pole. Z niepokojem kieroway si spojrzenia w stron pl. Tam byy jeszcze hektary niewykopanych ziemniakw i burakw. Pene troski staway si ludzkie myli.
Spaday kartki z kalendarza. Min padziernik, min 20 listopada. Z kadym dniem sytuacja stawaa si coraz trudniejsza.
 Duej nie mona czeka. Pomylcie sami  kady dzie zwlekania moe nas kosztowa tony burakw. Jeli nie zwaajc na soto  nie wemiemy si od razu do roboty  to pastwo, a tym samym my wszyscy poniesiemy wielkie straty. Chcemy mie cukier  prawda? A tu cae tony cukru le na naszych polach. A zimy i niegw tylko patrze...
Nie wystarczy jednak wzi si do roboty. Trzeba si do niej zabra ze zdwojon energi.
Pamitajcie  sytuacja jest nader cika. O tym jakie naley zastosowa rodki, aby z niej wyj  bdziemy dzisiaj radzi...
Otwieram dyskusj. Kto pierwszy zabiera glos
Skoczy i uwanie spojrza po zebranych. Siedzieli w maej zadymionej papierosowym dymem wietlicy. Wszyscy byli pracownikami miejscowego TOR-u. On  mody dwudziestoparoletni chopak, z bujn jasn czupryn nazywa si Eugeniusz aczek. Przyjecha tu, do Dobromierza na Dolnym lska przed rokiem. Skoczy wanie szko rolnicz  zosta w PGR-ze agronomem. Teraz zastpowa kierownika gospodarstwa bdcego na urlopie.
Jeszcze raz spojrza po zebranych i powtrzy:
 No prosz... kto zabiera gos!
Poruszyli si na swoich miejscach. Po sali przeszed szmer. Zaczli mwi wszyscy od razu, troch bezadnie.
 Buraki trzeba wykopa  wiadomo. Na pogod nie ma co liczy.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper> 
